„O wojnę powszechną za wolność ludów, prosimy Cię, Panie...” – pisał A.Mickiewicz w czasie trwającej 123 lata niewoli naszego kraju. Polski nie było wówczas na mapach Europy i świata, podzieliły się nią w 1795 r. Rosja, Niemcy i Austria. Zanoszona do Boga modlitwa ziściła się w sierpniu 1914 r., kiedy wybuchła I wojna światowa.
Przeciwko sobie stanęli z bronią wszyscy trzej zaborcy. Wtedy pojawia się człowiek, który przejmuje inicjatywę i konsekwentnie krok po kroku doprowadza do niepodległości Polski. Jest nim 47-letni wówczas Józef Piłsudski. Na bazie paramilitarnych organizacji strzeleckich działających w zaborze austriackim tworzy Legiony Polskie z legendarną już I Brygadą i rusza przeciwko Rosjanom. Siłę oręża polskiego szybko dostrzegają zaborcy: Austriacy i Niemcy, składając coraz to nowe obietnice dotyczące przyszłości Polski oraz godząc się na działanie polskich organizacji polityczno-administracyjnych. W 1917 r. J.Piłsudski trafnie przewiduje, że tej wojny na pewno nie wygrają Niemcy i Austriacy, szczególnie po włączeniu się USA do europejskiego konfliktu. Doprowadza więc do tzw. kryzysu przysięgowego, nakazuje swoim żołnierzom odmowę złożenia przysięgi na wierność cesarzowi Niemiec, za co trafia do więzienia w Magdeburgu, a jego podwładni zostają internowani. Przynosi im to sławę i to oni będą stanowić trzon odrodzonego Wojska Polskiego. Sprzyja nam również wybuch rewolucji w Rosji i wojny domowej, która doprowadza ten kraj do totalnego chaosu. W tym czasie na terenach polskich działa już wiele mniej lub bardziej legalnych organizacji, które już niedługo staną się zalążkiem niepodległej administracji. Po zwolnieniu z więzienia J.Piłsudski wraca 11 listopada 1918 r. do Warszawy i w glorii chwały przejmuje władzę. Polacy rozbrajają zaskoczonych Niemców i Austriaków. Tak odradza się Państwo Polskie.
11 listopada 2009 r.
11 listopada 2008 r.
W 2008 roku po raz pierwszy obchody 11 Listopada świętowaliśmy na terenie jednostki wojskowej w Milczu. Organizatorzy ze Starostwa Powiatowego do końca obawiali się o frekwencję. Jak się okazało, niepotrzebnie. Miliczanie nie zawiedli i tłumnie przybyli do Składu Wojskowego. Okazywaniu patriotyzmu pomogła w tym roku pogoda. Msza polowa za Ojczyznę, koncert orkiestry dętej, apel poległych, wystawy sprzętu wojsk chemicznych i Wojskowej Straży Pożarnej z możliowścią wejścia do wozów bojowych, przejażdżki bryczką w towarzystwie czworga jeźdżców oraz okazały pokaz fajerwerków to główne punkty programu. Gości jednostki wojskowej było tak dużo, że przygotowana na 400 osób grochówka rozeszła się na pniu i wiele osób musiało zadowolić się jedynie gorącą herbatą. Zorganizowanie obchodów w tym miejscu było możliwe dzięki zgodzie wyrażonej przez Ministerstwo Obrony Narodowej po konsultacjach z dowódcami Śląskiego Okręgu Wojskowego i Jednostki Wojskowej 1946. Impreza kosztowała ok. 8 tys. zł.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
11 listopada 2007 r.
Uroczysta msza święta za Ojczyznę z udziałem pocztów sztandarowych oraz delegacji wojska, policji i straży pożarnej, apel poległych, zmiana warty, składanie wieńca i kwiatów pod pomnikiem, przemowa starosty, a następnie spotkanie organizatorów z kombatantami w “Parkowej” – tak w skrócie wyglądały obchody święta 11 Listopada 2007 r. w Miliczu, które zorganizowało starostwo z pomocą harcerzy, wojskowych, policjantów i strażaków.
Tekst przemówienia starosty
Krwią i cierpieniem znaczona była polska droga do wolności. Od patriotycznej mobilizacji Sejmu Wielkiego, insurekcji kościuszkowskiej, romantycznego zrywu powstania listopadowego i krwawo rozliczonego buntu styczniowego. Od batalii stoczonych na polach bitwy, codziennych potyczek prowadzonych w uczniowskiej i studenckiej konspiracji, podtrzymywania ducha narodowego w szlacheckich dworkach, wiejskich zagrodach -wielkiego i małego heroizmu dnia codziennego, po glorię zwycięstw powstania wielkopolskiego, śląskiej batalii, listopadowej euforii po cud nad Wisłą. Bo prawdziwym cudem było zatrzymanie sowieckich najeźdźców, bo cudem było uchronienie Europy przed bolszewickim potopem 20 roku.
Niedługo smakowaliśmy owoców zwycięstwa, niepodległości. Zdradzeni i opuszczeni w 39 roku rozpoczęliśmy okrutny i krwawy bój, który miał zdecydować o naszej biologicznym istnieniu, o tym czy oprzemy się fizycznej i duchowej eksterminacji. Dokładnie zaplanowanej i metodycznie realizowanej przez obozy śmierci, łagry i zesłania, egzekucje i topione we krwi powstania. Przez hańbę Katynia, egzekucję Warszawy i przez nową Targowicę ogłoszoną tym razem lipcową nocą w Lublinie. Tak jak i wcześniej znów potrzebny okazał się codzienny heroizm wielkich nadziei i małych zrywów, bo Polsce nie dane było majowe świętowanie 45 roku. W blasku sztucznych ogni europejskiej radości, Polacy przysięgali walkę o niepodległość do krwi ostatniej, bo nasza walka wtedy jeszcze się nie skończyła. I trwała długie 44 lata. Potrzebna była jeszcze niejedna ofiara. Spłacona krwią więźniów UB, syberyjskich zesłańców, generałów Fieldorfa Nila, Okulickiego, „Wilka” Krzyżanowskiego, rotmistrza Pileckiego, Jana Rodowicza „Anody”, bohaterów Armii Polskiej, Armii Krajowej. Potrzebna była ofiara kainowej zbrodni na Jerzym Popiełuszce, krwi Grzegorza Przemyka - maturzysty warszawskiego, Michała Adamowicza z Lubina, studenta z Olsztyna Marcina Antonowicza. A przede wszystkim potrzebny był fenomen Jana Pawła II, którego słowo pomogło zwyciężyć zło, pomogło ostatecznie pokonać tyranię.
Niezliczona ilość nazwisk, nieprzebrane tłumy bohaterów. Ilu z nich pamiętamy? Dziś wszystkim składamy pokłon, dziś składamy im hołd dziękując także Bogu za polski cud niepodległości.
„W szczerym polu biały krzyż, nie pamięta już, kto pod nim śpi…”
![]() ![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |
![]() |
![]() |
![]() |

















































































